niedziela, 20 grudnia 2015

Chapter VII.


Stoję naprzeciwko chłopaka o blond włosach. Patrzy na mnie z nieukrywanym zainteresowaniem. Widzę jednak, że to maska. Jego oczy są zdumione. Posyłam w jego stronę bezlitosny uśmiech. To nowa ja - krzyczy mój wzrok. Obracam się wokół własnej osi, a szata, która zdobi moje ciało wiruje wraz ze mną. Wybucham cichym śmiechem. Widzę, spojrzenia wszystkich śmierciożerców. Uważają mnie za wariatkę. To wywołuje w nich bojaźń. Nie ma nic gorszego niż czarownica-wariatka. Wiedzą już, że jestem zdolna do wszystkiego. Stworzyli maszynę do zabijania. Oni wiedzą... Oni czują... 
Kieruje jednak na powrót swój wzrok w stronę Malfoya. Na powrót skupiam na nim swoje myśli.
-Jak ci się podobam Draco? Czyż nie piękną suknię dostałam od Toma?
Odwracam głowę w stronę Czarnego Pana i obdarzam go swoim zawstydzającym uśmiechem. Znów go rozbawiłam. Wstaje z dużego fotela i podchodzi do mnie bardzo blisko.
-Prezentujesz się niezwykle wytwornie panno Granger. Zechcesz pokazać nam się teraz z innej strony? Nie pozwólmy naszemu gościowi czekać. Już wystarczająco długo musi znosić nasz brak gościnności. 
-Nie ciebie pytałam.
Mój głos jest cichy. Patrzę w podłogę, jednak moje chwilowe rozbawienie ulotniło się. Na sali zapada złowieszcza cisza. Mogłabym przysiąc, że słyszę te wszystkie przyśpieszone bicia serc. Wszyscy czekają na reakcję Czarnego Pana.
-Pytałam Dracona.
Oznajmiam głosem, który zrobił się przeraźliwie piskliwy. 
 Patrzę na niego, patrzę na chłopaka, który swoim pojawieniem wywołał burzę w mojej głowie Widzę N A S. Naraz atakuje mnie znikąd masa uczuć. Wspomnienia przelatują mi w głowie i kłują  w serce. Zadają raz po raz cios. Jestem zdezorientowana. Po raz pierwszy odkąd tu przybyłam znów czuję to bezradne uczucie. Nie kontroluję , nie panuję, znów jestem podatna na wpływy. Przecież już umiem się przed tym bronić!! Chłopak nie spuszcza ze mnie wzroku. Odpowiadam na jego spojrzenie. Nie dam się ugiąć. NIE DAM. 
-Granger. Granger. Granger.
Słyszę głos w głowie. Odbija się echem. Potęguje się. Powiela. Jest zdesperowany, czuję to.
-To nie ty. Manipulują tobą. Obudź się Granger. Pomogę ci, naprawię wszystko, co spieprzyłem. Przejrzyj tylko na oczy.
-Crucio.
Podnoszę z przerażeniem różdżkę i całą frustrację i złość przelewam w chłopaka, który dopiero co do mnie mówił? Serce bije mi jak oszalałe. Co się ze mną dzieje? Zamykam umysł na cztery spusty. Opuszczam powoli różdżkę i w ostatniej chwili daje szansę chłopakowi na złapanie oddechu, który miał być jego ostatnim. Dyszy, sapie i rzuca się w konwulsjach. Chyba zabolało. Przekrzywiam głowę na bok i przyglądam mu się przez chwilę.
To za wtargnięcie do moich myśli chcę powiedzieć. Milczę jednak i wiem, że wyczytał to z mojego uśmiechu. Wymaszerowuję z sali i szepczę na odchodnym:
-Chciałam tylko usłyszeć, że pięknie wyglądam. To tak dużo?
Mój głos brzmi żałośnie smutno. To głos przemawiającej rozkapryszonej dziewczynki, która nie dostała tego, czego chciała. Z głową podniesioną do góry opuszczam salę. Gdy znajduję się z dala od spojrzeń śmierciożerców i samego Lodra Voldemorta pozwalam, by po moim policzku po raz pierwszy od niepamiętnych czasów spłynęła łza. Potem następna. Przyspieszam kroku i biegnę w stronę lochów. Chwilę później padam na wielkim, bogato zdobionym łożu i pozwalam sobie na chwilę słabości. Pozwalam sobie się złamać i na chwilę doznać wszystkich uczuć, które pozamykałam dawno temu na klucz i nie pozwalałam się im wymknąć...
KIM JESTEŚ HERMIONO GRANGER I CO SIĘ Z TOBĄ STAŁO?!