środa, 21 września 2016

Chapter VIII.

Rozjuszony do granic możliwości przemierzam tak dobrze znane mi korytarze Malfoy Manor. Jeszcze nikt nigdy nie wyprowadził mnie tak z równowagi. Otwieram po kolei każde drzwi do komnat. Gdzieś musi być, prawda? Malfoy'owie z portretów łypią na mnie złowrogo i bacznie przyglądają się moim poczynaniom. W tej chwili mam to gdzieś. Trzaskam wszystkimi drzwiami, za którymi nic się nie kryje. W końcu docieram do ostatniego pokoju w tym korytarzu. Z impetem uderzam nogą w drzwi, które mimo, że są wykonane z drogiego pięknego mahoniu po chwili ulegają już stopniowemu zniszczeniu. Kopię tak i kopię próbując wyładować swoją złość, frustrację i strach, który przeżywałem przez ostatnie kilka tygodni. W końcu zniecierpliwiony jednym machnięciem różdżki otwieram zamek. Wpadam do pokoju niczym tornado. Bingo. 
-Ty. Wredna. Przebiegła. Pusta. Głupia. Nic nie warta. Szlamo. 
Dopadam ją w jednej chwili i jednym ruchem ręki przyciskam do ściany dzierżąc nadal w ręce różdżkę.
-Jak się bawiłaś? Świetna zabawa, prawda?
Dyszę ze złości, spoglądając w szeroko rozszerzone brązowe tęczówki dziewczyny. Jej pierś unosi się i opada. Oddech przyśpiesza. Czuję jak owiewa moje nozdrza. Ten piękny kwiatowy zapach.
W jednym momencie wtapiam się w jej usta, nie bacząc na żaden znak pozwolenia z jej strony. Unoszę ją do góry, a ona ze zdwojoną siłą oddaje mi pocałunek. Oddycham głęboko, nie przerywając pocałunku. W jednej chwili rzucam ją na to okropne wielkie łóżko i patrzę jak jej oczy w końcu odzyskują blask. Po jej policzku zaczynają spływać obfite łzy.
-Przepraszam Draco. Tak bardzo przepraszam!
Zatyka drżącą dłonią usta.
-Ja nie chciałam cię skrzywdzić. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Proszę wybacz mi. Uwolnij mnie stąd.
-Cichutko. Już. Spokojnie. Po to tu jestem.
Przyciągam ją do siebie, sadowię na swoich kolanach i powoli głaszczę po włosach. Jej oddech jest płytki, przerywany spazmami płaczu. Wtula się we mnie z całej siły i zaciska swe drobne ręce na mojej koszuli. 
-Już nie wiem, co jest prawdą, a co kłamstwem. To wszystko mnie przerosło. Gdzieś tutaj zgubiłam siebie. Zniszczyłam siebie. 
-Pomogę ci. Nie zostawię cię.
Jej ręce jeszcze silniej zaciskają się na materiale. 
-Przepraszam, że wtedy... Przepraszam, że powiedziałem o kilka słów za dużo. Wcale tak nie myślałem. Bałem się. Nie wiedziałem, jak to się stało, ze tak szybko wytworzyła się między nami więź. Nigdy czegoś takiego nie czułem... Ja... Nawaliłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz