niedziela, 17 maja 2015

Chapter I


-Odnajdź ją i zdobądź jej zaufanie synu. To kobieta, ma uczucia. Nie spotkałam się jeszcze z żadną, która oparła by się Twojemu wrodzonemu wdziękowi.
Kobieta śmieje się delikatnie, a w jej oczach oprócz malującego się przeraźliwie zionącego smutku dostrzegam błysk rozbawienia.

-Ona pomoże Ci przetrwać Draco.
Matka ściska mi mocno dłoń, lecz tak naprawdę nie czuję tego. Jest słaba i wątła. Tak.. Narcyza Malfoy jest słaba i wątła. Uderzam dłonią w pobliski stolik i wstaję z fotela.

-Nie zostawię cię tu samej. A już na pewno nie po to, by ruszać po tą szlamę i próbować znaleźć z nią wspólny język. Cho*era, naprawdę śmieszne.

Patrzę bezradnie na jedyną osobę, która wzbudza we mnie respekt i która wywołuje w zepsutym Ślizgonie prawdziwe uczucia.

-Draco, musisz ją zdobyć, nim dopadnie ją Czarny Pan. Z jakiegoś powodu jest ona teraz bardzo cenna dla niego. Musisz pokrzyżować mu plany Draco!

W jej oczach widzę dziką determinację. Narcyza Malfoy nigdy nie odpuszcza. Wie, że choć jest to wbrew mnie, zrobię to z miłości do niej.

- Nie możesz skończyć tak, jak ja i twój ojciec. Mój czas dobiega końca. To moje ostatnie życzenie. Pamiętaj o lekcjach oklumencji z profesorem Snapem. On sam pomoże ci się stąd wydostać. Wierzę, że sobie poradzicie. A teraz biegnij Draco! Już!

-Matko.. – szepczę bezradnie, podbiegam do niej i z namaszczeniem całuję jej delikatną, kruchą dłoń.

-Severus na ciebie czeka…
Po jej policzku spływa łza, jednak po twarzy błąka się delikatny uśmiech.
-Kocham cię synu.
Wybiegam, nie mogąc dłużej na nią patrzeć. Nie zdaję sobie sprawy, że płaczę dopóki Snape odwraca nieznacznie wzrok.
-Już czas Draco…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz