poniedziałek, 18 maja 2015

Chapter III

Moje dłonie zaczynają się powoli pocić. Sam nie rozumiem własnej reakcji, ale przyznam, że zaczynam się denerwować i niepokoić spotkaniem z Granger. Jakby czytając w moich myślach Snape mówi uprzedzającym tonem. 
-Ja nie zamierzam tam wchodzić.
Ręce podnosi w obronnym geście i dodaje. 
-Panna Granger nie może wiedzieć, że tu byłem. Patrzę zdezorientowany. Hola, hola! Nie tak się umawialiśmy. Posyłam mu pełne wyrzutu spojrzenie i zakładam buntowniczo ręce na piersi. Wiem, że zachowuję się, jak dzieciak, ale starcie z Granger zaczyna powoli mnie przerastać. 
-Nie zapominaj, że ona nie umie bronić się przed atakami Czarnego Pana. Dwie przecznice stąd jest malutki domek z czerwonej cegły. Poznasz go od razu, bo jest opuszczony i od dawna nikt w nim nie mieszka. Dodatkowo porasta go z każdej strony bluszcz. Pamiętaj, że musisz ją oszołomić. Granger w chwili szoku może nawet się przetransportować. Później musisz ją ze sobą połączyć, a do czasu, gdy stuprocentowo nie zdobędziesz jej zaufania nie możesz tego odwołać. Zrozumieliśmy się Draco? 
Widzę jego badawcze spojrzenie, którym mnie lustruje, więc zrezygnowany kiwam głową. 
-No to do... - Czekaj! 
Wołam jeszcze i patrzę prosto w czarne jak węgiel oczy mojego opiekuna. 
-Czy.. - Głos mi lekko drży, więc chrząkam niepewnie i dodaje. -Jak zabezpieczyłeś umysł mojej matki przed Czarnym Panem? Odwracam wzrok, bo nie mam zamiaru w tym momencie znosić pełnego współczucia spojrzenia, którym zapewne teraz obdarza mnie Snape. 
-Dostała eliksir zapomnienia..Poprosiła o najmocniejszą, niewyleczalną dawkę Draco.. 
Wyciągam papierosa z kieszeni i powoli go zapalam. 
-Chyba powinieneś już iść. -Mówię powoli, cedząc każde słowo. Snape stoi jeszcze chwilę po czym odwraca się i mówi. 
-Wierzę w was.. 
Nie jestem jednak pewny, czy po prostu tego sobie nie wyobraziłem,tak szybko znika, a chwilę później zdaję sobie sprawę, że zostałem  zupełnie sam. Mam ochotę krzyczeć i kopać wszystko wokoło. Rzucam niedopalonego papierosa i wchodzę do domu Granger. Stoi właśnie tyłem do mnie i odwraca się momentalnie a ja mówię cichym, lecz wyraźnym głosem. 
-Drętwota. 
Jej wielkie oczy rozszerzają się w zdumieniu i przerażeniu, a chwilę później pada na podłogę. Ułamek sekundy i już nas tam nie ma. Idę szybkim sprężystym krokiem i w końcu dostrzegam owy domek, o którym wspominał mi Snape. Trzymając Granger na rękach szybko pokonuję dystans dzielący mnie od drzwi starego domu i zamykam je szybko, kładąc dziewczynę na pobliskiej kanapie. No tak, Granger nieprzytomna, więc ja muszę zadbać o zabezpieczenie tego rupiecia, w którym będziemy musieli odtąd mieszkać. Wzdycham zniesmaczony, jednak biorę się do roboty. Chwytam za różdżkę i mruczę zaklęcia ochronne. Kiedy w głowie wykańczają mi się pomysły chowam ostrożnie różdżkę i wyruszam na zwiedzanie budynku. Ledwie jednak robię krok do przodu, a słyszę ciche westchnięcie Granger. Odwracam się powoli i zakładam ręce na piersi, czekając na jej nerwowy wybuch. Widzę w jej oczach chwilową dezorientację, którą zastępuje dzika furia. Dosłownie dzika furia. Rozgląda się wokoło, a kiedy napotyka mnie w kącie, wstaje zwinnym, szybkim ruchem i przykłada mi palec do klatki piersiowej. 
-Ty...Ty, Ty...! Wredny szowinistyczny dupku! Myślisz, że możesz ze mną robić, co ci się żywnie podoba?!
 Jej oczy zwężają się niebezpiecznie, a ja dziękuję Bogu, ze jej różdżka znajduje się w mojej kieszeni. 
-Myślę,że te słowa są zdecydowanie przesadzone panno Granger. Silę się na spokojny i delikatny ton, jednak w głębi duszy jestem przerażony nieujarzmioną gryfonką.
 -Ja nie wiem, jak mogłeś mi to zrobić Malfoy! 
Grangerówna przemierza pokój niczym tornado, a ja mogę tylko stać i modlić się, żeby ten atak jej przeszedł.
Doprawdy! Czy on do reszty skretyniał?! Sięgam do tylnej kieszeni spodni i z przerażeniem stwierdzam, że brakuje tam mojej różdżki. Odwracam się na pięcie w stronę Malfoya, a chłopak widząc moją grobową minę powoli wycofuje się w głąb korytarza.
-Jeśli.W.Tej.Chwili.Nie.Dostanę.Mojej.Różdżki.Osobiście.Cię.Uduszę. 
Cedzę każde słowo wyraźnie, by ten perfidny cynik zrozumiał, że nie żartuję.
 -Natychmiast!! -Kiedy nie mogę ! Jesteś teraz zagrożeniem dla Pottera Granger! Nie mogę ci inaczej pomóc, jak tylko w ten sposób. 
Skretyniał do reszty. Zdecydowanie. Teraz mam przynajmniej pewność. 
-Ty chyba się nie słyszysz Malfoy. Poza tym ciebie najmniej powinno obchodzić bezpieczeństwo Harry'ego!! CHCĘ. MOJĄ. RÓŻDŻKĘ !!!
-Pani kultura osobista przyprawia mnie o zawał serca. Siadaj Granger, uspokój się, a ja ci wszystko wyjaśnię. Obiecuję, że będę szczery. Naprawdę nie mam zamiaru nic przed tobą ukrywać. I uwierz mi, że to nie był mój pomysł i jestem podobnie, jak ty zniesmaczony całą tą sytuacją. 
Wzdycham niechętnie, ale odpuszczam. Czerwienię się nieznacznie i przeklinam w myślach za swój nieokiełznany temperament. Zapadam się w jednym ze starych foteli i wpatruję wyczekująco w ślizgona. 
-Miewałaś ostatnio jakieś dziwne, nietypowe sny?
 Chłopak patrzy na mnie cierpliwie i bynajmniej nie robi sobie żartów, a nawet zaciekawiony pochyla się do przodu i przewierca mnie swoimi platynowostalowymi oczyma.
 -Nietypowe sny? Pytam głupkowato. -No wiesz.. Może fantazjowałaś o mnie, a później śniłem ci się, jako ucieleśnienie twych marzeń.
 Prycham i z całej siły rzucam w niego starą, zakurzoną poduszką, jednak chłopak  uchyla się i wybucha śmiechem. Po chwili jednak poważnieję i jestem mu nawet wdzięczna, że rozładował napięcie, które nas nie opuszczało odkąd się obudziłam. Nie muszę zastanawiać się nawet nad odpowiedzią, bo stwierdzam, że musi chodzić mu o TE sny. Żadne inne. 
-Kontynuuj. Mówię cicho i spuszczam wzrok na swoje dłonie. 
-Mamy podejrzenia, a raczej sprawdzone informacje, że Czarny Pan chce zawładnąć twym umysłem i tak go przeformować byś stała się narzędziem do zgladzenia Pottera. 
Kończę to zdanie powoli i czekam, aż dziewczyna podniesie na mnie spojrzenie swoich czekoladowych oczu. Ona jednak uparcie patrzy w dół. 
-Ty chyba sobie żartujesz.. 
Szepcze delikatnie poruszając ustami, a kiedy nagle podnosi glowę do góry, widzę  malujące się na jej twarzy przerażenie. Widzę, że szuka zaprzeczenia, ironii , a nawet słabego żartu w wyrazie mojej twarzy, a kiedy niczego takiego nie dostrzega, próbuję ją nieco pocieszyć. Nie wiem, czemu nagle bardzo zależy mi na tym, by na jej oszołomionej twarzy zakwitł prawdziwy, szczery uśmiech.
 -Pomogę ci, ucząc cię oklumencji. Dopóki nad tym nie zapanujemy, niestety nie będę mógł cię od siebie odłączyć. Dziewczyna kiwa szybko głową i mówi, jakby sama do siebie. 
-Tak.To najlepszy pomysł.. W tej sytuacji, nawet bym im nie pomogła, wręcz przeciwnie.. 
Widzę, jak prowadzi ze sobą wewnętrzną bitwę i zaczyna powoli chodzić po pokoju. 
-Musimy zrobić jakieś zapasy jedzenia. Trochę tu ogarnąć, bo w tym syfie nie da się przecież żyć. 
Rozglądam się zaciekawiona. 
-Ale jak na razie jest już dość późno, więc najlepiej będzie jeśli po prostu położymy się spać. 
Zmęczona niespodziewanymi wydarzeniami dzisiejszego dnia, kieruję się po schodach w górę i słyszę za sobą szuranie butów Malfoya. Czuję na sobie jego badawcze spojrzenie i zaczynam się rumienić. Do czego to doszło! Ja i Malfoy w jednym domu! Kręcę głową i stawiam nogę na ostatnim schodku. Chłopak oświetla korytarz, w którym się znaleźliśmy i otwiera po kolei wszystkie drzwi. 
-Okay, no to ja zajmuję łazienkę. Uśmiecham się szeroko i znikam za stabilnymi, mahoniowymi drzwiami. Opieram się o umywalkę i wpatruję w swoje odbicie w lustrze. 
-W coś ty się wpakowała Granger. 
Szepczę cicho i patrzę w bezradne brązowe oczy, które przewiercają mnie na wylot. Opłukuję twarz zimną wodą i wskakuję pod prysznic. Gorąca woda koi moje poszarpane nerwy i zmysły. Parę minut później zmęczona i wykończona wychodzę z łazienki w samym ręczniku i wpadam wprost na rozbudowaną sylwetkę blondyna. 
-Chcesz mnie uwieść Granger? Zmieniasz taktykę? 
Chłopak lustruje mnie od stóp do głów.  -Postaraj się bardziej. Szepcze mi do ucha. -Och, spadaj! Odpycham go od siebie w moim mniemaniu brutalnie i choć jestem czerwona, jak burak wymijam go z wysoko podniesioną głową, trzaskając wymownie drzwiami. Moje serce bije, jak szalone, lecz za nic w świecie nie mam zamiaru przyznać się do tego, że takie uczucia wywołała we mnie postać syna Malfoyów. Kładę się na wysokim, małżeńskim łożu i szybko odpływam w upragniony sen...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz